Człowiek w sytuacji dylematu moralnego zawsze podlega dysonansowi poznawczemu.
Rozpatrzmy teraz kilka sytuacji dylematu zwrotnicy (wagonika) Philippy Foot:
1. Podmiot może ocalić przed śmiercią jedną z dwóch osób. Obie te osoby są losowymi nieznajomymi. Pomijając zasadę użyteczności, według której można by wybrać tę osobę, której przetrwanie zapewni największą ilość szczęścia największej liczbie osób, według utylitaryzmu, sprawiedliwym rozwiązaniem jest rzut monetą; w sytuacji takiego zdarzenia losowego szansa na przetrwanie dla obu osób podlegających nadchodzącej tragedii wynosi 50%. Niewiele więcej można uczynić, niż rzucić dobrze wyważoną złotówką i oczekiwać na wynik.
2. Podmiot może ocalić jedną osobę nieznajomą albo dwie inne osoby nieznajome. Według reguły użyteczności, powinien wybrać dwie osoby, gdyż ich potencjał społeczny jest wyższy, niż u osoby pojedynczej; stawia to jednak jednostkę w sytuacji niedoboru demokratycznego, gdzie wybitna jednostka jest warta mniej, niż grupa o niższym potencjale. Rzut monetą daje w takiej sytuacji taką samą szansę na przetrwanie jednostce (sytuacja A), jak i parze (sytuacja B); inną możliwością jest rzut (teoretyczną) symetryczną, wyważoną kostką trójścienną, gdzie w sytuacji losowej A' (wylosowano np. jedno oczko na kostce) ocalony jest jeden człowiek, a w sytuacji B' (wyrzucono 2 lub 3 oczka) ocaleni są ludzie zwikłani w parę.
Danse macabre trwa nadal, jednak szanse zostają wyważone równo względem ilości żyć stojących na szali.
3. Zasada użyteczności zostaje odrzucona - podmiot ma do wyboru ocalenie własnej matki lub osoby obcej. Sprawiedliwym nadal byłby rzut monetą, jednak obserwowany podmiot preferuje ocalenie swojej matki, niezależnie od użyteczności. Pomijając sprawiedliwość społeczną, jeśli podmiot nie decyduje o ocaleniu istnienia rzutem kostką n-ścienną, lecz nieidealnym umysłem, wybitnie prawdopodobne jest wybranie matki. Gdyby jednak wybrał jako osobę ocalałą nieznajomego, ten winien odczuwać potężną wdzięczność - to ona jest clou tego tekstu.
Załóżmy zatem teraz istnienie obiektywnie mierzalnych jednostek wdzięczności
O ile decyzja o wybraniu bliskiej osoby ponad nieznajomego wydaje się naturalną z punktu widzenia standardowego modelu moralnego, sytuacja może ulec rozproszeniu dyfrakcyjnemu - podmiot może mieć do wyboru życie własnej matki lub dwóch osób. Tutaj granica moralności nie jest już tak wyraźna jak w wypadku sytuacji 1:1; jeśli podmiot postanowi w takiej sytuacji uratować osobę bliską, jego cena jest równa dwóm innym istnieniom ludzkim, przez co ocalenie większej ilości osób zdaje się być bardziej racjonalne. Ocalone osoby nadal odczuwałyby wdzięczność, jednak już nie tak wielką, jak jednostka, gdyż ich zbawienie jest bardziej logiczne niż wcześniej.
Można więc dojść do wniosku, że średnia wdzięczność zbawionych nieznajomych jest mniej więcej odwrotnie proporcjonalna do ich ilości; w sytuacji 1 matka - 1 milion nieznajomych ocalenie miliona istnień zdaje się być jedynym słusznym rozwiązaniem.
Jednakże, jeśli uznamy, że wdzięczność jest odwrotnie proporcjonalna do ilości ocalonych, uwagę przykuwają przypadki niemal skrajne - czy rzeczywiście przy wyborze istnienia dwóch nieznajomych ponad życie matki ich wdzięczność maleje dwukrotnie? Zdaje się to mało prawdopodobne - przeciętne jednostki powinny odczuwać nadal bardzo wysoki poziom wdzięczności względem podmiotu. Odwrotna proporcjonalność jest tutaj zatem tylko mało precyzyjnym przybliżeniem, które doprecyzować będzie można w przyszłości dzięki rozwojowi technologii.
Zarazem występuje także sytuacja związana z biegunem przeciwnym - gdyby podmiot postanowił ocalić jedną osobę bliską, a nie wiele istnień nieznajomych, osoby skazane na śmierć odczują tym silniejszą nienawiść względem podmiotu, im więcej ich jest. Dlatego analizując powyższy tekst dla własnych potrzeb, warto mieć na uwadze bipolarną naturę wdzięczności.
